O agencji Art
Agencja "Birkin Art i Szczęście" – detektywi od torebek z happy endem
Gdzieś między Madrytem a Tokio, w nadszarpniętej zębem czasu kamienicy, pod zmyślonym szyldem, mieści się najbardziej dyskretna agencja śledcza świata. Nie szukamy zaginionych mężów ani skradzionych brylantów. My tropimy Birkiny. Te zagubione, odłożone "na później, schowane w sejfach, i także te, z którymi właścicielka zmuszona jest rozstać się już po dwóch sezonach i wystawiła na The RealReal o trzeciej nad ranem, po siódmym Martini.
Szefową jest pani Marcelina de Lux (prawdziwe nazwisko znają tylko księgowa i jej kot). Nosi wyłącznie czarny kaszmir i perfumy, które kosztują więcej niż nerka przeciętnego Polaka. Na biurku ma trzy telefony: czerwony – do klientek z Bliskiego Wschodu, zielony – do japońskich kolekcjonerek, różowy – tylko na połączenie z Jane B. (tak, tą Jane; podobno raz poprosiła o małą, beżową, „na spacery z psem”).
Zespół? Same legendy.
Agentka „Tatiana” – była baletnica z Petersburga, potrafi wtopić się w tłum na Bond Street i wyjść z butiku z torebką, której oficjalnie „nie ma nawet na zapleczu”. Ma nogi do nieba i pamięć fotograficzną do numerów seryjnych.
Agent „Rafał z Gandawy” – erudyta, esteta, potrafi przekonać starszą panią markizę, że sprzedanie swojej Himalaya Birkin z 2008 roku to akt najwyższego miłosierdzia wobec ludzkości (czyli wobec naszej klientki z Dubaju).
Agentka „Sylvia” operuje w Miami i na Bahamach. Specjalność: rozwódki po czterdziestce, które w przypływie zemsty wystawiają torebki i mężów na aukcjach charytatywnych. Sylvia pojawia się w sukni Versace, płacze razem z nimi nad zdradą i wychodzi z trzema Kelly i jedną Constance w bonusie.
Najnowszy nabytek – „Pan Roman” z Warszawy. Emerytowany major kontrwywiadu. Wygląda jak wujek na imieninach, ale w ciągu tygodnia namierzył w piwnicy na Mokotowie Birkin 35 w kolorze rouge garażnce, którą właścicielka trzymała „na czarną godzinę” od 1998 roku. Kupił za flaszkę i talon na wczasy w Międzyzdrojach. Rekord agencji.
Procedura wygląda tak: klientka pisze, podaje rozmiar, kolor i budżet (ten ostatni zwykle pomijany, bo „pieniądze to nie problem, tylko czas”). My ruszamy. Czasem wystarczy tydzień na Sotheby’s online. Czasem miesiąc na Arubie będzie mało, bo hrabina właśnie remontuje willę i potrzebuje gotówki na nowego ogrodnika (przystojnego).
Czas? Nie ma znaczenia, przecież Ty płacisz :)
Dostawa? Zawsze osobiście. Nigdy kurierem. Agent w białych rękawiczkach, w eleganckim neseserze odpowiednio wyściełanym, podjeżdża czarnym M. pod hotelowy apartament. Klientka otwiera drzwi w szlafroku, z maseczką z kawioru na twarzy. Pada na kolana. Czasem płacze.
Bo my nie sprzedajemy torebek. My spełniamy marzenia. I trochę ratujemy małżeństwa – podobno nic tak nie poprawia humoru po kłótni jak niespodziewana Birkin w kolorze exactement tym, o którym się śniło.
Dlatego jeśli kiedyś, gdzieś w o zachodzie słońca, zobaczysz niebanalną kobietę w okularach przeciwsłonecznych, która szepta do telefonu: „Znalazłam. 30, bleu saphir, 2017, idealny stan, właścicielka wyjeżdża do klasztoru” – nie pytaj. To jedna z nas.
"Birkin Art i Szczęście" - Gdzie marzenia mają numer seryjny